wtorek, 28 lutego 2012

Don't cry. Don't fucking cry.


Czasem naprawdę nie da zapanować się nad swoimi uczuciami. To jest najgorsze. Słyszysz rzeczy, które Cię zabijają, ale za wszelką cenę nie możesz teraz płakać. Musisz być twarda. Więc zagryzasz wargi, spuszczasz głowę i słuchasz. Mówić nie możesz, głos by Cię przecież zdradził...
Chciałam wczoraj coś napisać, jednak byłam za zmęczona. Druga noc bez snu. Zajebiście...
Ale dość smęcenia, kontynuuję dalej to co zaczęłam dwa dni temu. 


Od tamtego czasu wszystko zaczęło się psuć. Coraz mniej ze sobą rozmawiałyśmy. Byłam smutna. Wkurwiała mnie radość tych wszystkich ludzi, w swojej głowie zabijałam niektórych  po tysiąc razy. Krwawiła moja dusza i ręce. Nienawidziłam siebie za to co robię. Pewnego wieczoru zrozumiałam, że tak naprawdę nigdy nie byłam tak naprawdę szczęśliwa. I chyba nie będę. Nie umiem się cieszyć. Nikt nie potrafi mnie nauczyć. A może jestem zbyt mało dokładnym uczniem. 




W grudniu, kilka dni przed świętami poszłam na spacer. Na dworze panował już mrok, było po 19. Szłam przed siebie, w głowie słyszałam słowa jednej z mojej ulubionej piosenki Nirvany...

I`m not like them.
But I can pretend.
The sun is gone.
But I have a light.
The day is done.
But I`m having fun.

I think I`m dumb.
Or maybe just happy.
Think I`m just happy...

My heart is broke.
But I have some glue...


Nawet nie wiedząc kiedy doszłam na pobliski peron. Stojąc na schodach, patrzyłam jak na dole ludzie witają się z bliskimi, śmieją się z przyjaciółmi. Zaczęłam płakać. Miałam ochotę skoczyć pod nadjeżdżający pociąg. Cholera. Rozsypana pobiegłam przed siebie... 

To głupie, ale znów mi smutno. Te cholerne wspomnienia, czemu nie mogę ich wymazać? Nie chcę ich, zabierz je ode mnie...

To chyba tyle na dzisiaj... Jestem zbyt blisko dołka. :C
 






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz